Zmienić przeszłość? Boku dake ga Inai Machi

Bokumachi 12

Boku dake ga Inai Machi, czy też ERASED po angielsku, to dla wielu seria sezonu, a nawet roku… chociaż mamy dopiero marzec. Hype na tę serię od początku był ogromny, i przyznaję, że sama serii uległam. Już pierwszy odcinek gwarantował nam mocne wrażenia, a każdy kolejny wcale nie tracił tempa i emocji – no, może poza dwoma ostatnimi, ale trzeba wziąć pod uwagę, że odcinków do dyspozycji dano tylko 12… Serię trzeba było zamknąć, a zostawał do wyboru albo taki koniec, albo urwanie serii (na co też wszyscy by narzekali), lub zakończenie fillerowe (które pewnie byłoby jeszcze gorsze). Myśląc o tym w ten sposób uważam, że wcale nie wyszło tak źle, chociaż mangi nie czytałam i nie wiem, jak to wygląda w pierwowzorze (aczkolwiek czytałam, że się na nim wzorowano). Najlepiej by było, gdyby seria dostała jeszcze kilka odcinków na dokładniejsze przedstawienie pozostałych spraw, ale tak się niestety nie stało. Tak czy inaczej większość wątków została zamknięta, dostaliśmy strasznie sielankowy happy end, a wszelkie niedociągnięcia blakną w porównaniu z mocnymi stronami ERASED.

Fabuła przypomina trochę Efekt Motyla. Mamy Satoru Fujinumę, przeciętnego, 29-letniego faceta, któremu nie wiedzie się jako mangaka i przez to musi dorabiać jako dostawca pizzy. Satoru ma problemy z nawiązywaniem kontaktu z innymi i posiada jedną umiejętność, która czyni go wyjątkowym: na kilka sekund przed jakimkolwiek wypadkiem w jego otoczeniu, Satoru samoistnie cofa się w przeszłość i ma szansę, by temu zapobiec. Dodatkowo ciąży na nim koszmar z przeszłości: gdy był w podstawówce, seryjny morderca zabił trojkę dzieci, w tym Hinazuki Kayo, jego koleżankę z klasy, którą często widział samotną w parku po zmroku. Satoru obwinia się, że nigdy nie spróbował wtedy do niej zagadać, bo może gdyby ją stamtąd zabrał, przeżyłaby. I tak pewnego dnia w życiu naszego bohatera zdarza się rzecz tak straszna, katastrofalna i opłakana w skutkach, że cofa się w przeszłość aż o 18 lat, by to naprawić. A kluczem do zmiany przyszłości jest… Hinazuki Kayo.

Boku dake ga Inai Machi to historia o jedenastoletnim chłopcu, który samotnie próbuje pokrzyżować plany mordercy… ale tak naprawdę to tylko jeden z wątków, który zaserwowali nam twórcy. Najlepiej poprowadzonym jest historia samej Kayo – dziewczynki, która w domu miała piekło. Sceny z nią uznaje za najlepsze; te momenty, w których potrafiła się uśmiechnąć, w których spotkało ją coś dobrego, a już najbardziej ten moment, w którym nagle i bez uprzedzenia rozpłakała się podczas śniadania w domu Satorów. Jednak szybko się okazuje, że sam jeden Satoru sobie nie poradzi. I tu mamy następny wątek: przyjaźni i bardzo jasnego przesłania, że wspólną siłą zdziała się więcej.

Seria jest przedstawiona z dwóch perspektyw: dorosłych i dzieci. Osobiście uwielbiałam, gdy akcja toczyła się w przeszłości, gdzie umysł głównego bohatera znajdował się w jego dużo młodszym „ja”. Dzieciaki zachowywały się tak, jak na ich wiek przystoi, dorośli byli dorosłymi, a matka Satoru zasługuje na tytuł matki roku. Gdyby istniał jakikolwiek ranking TOP 10 matek w anime, zmieściłaby się w pierwszej trójce. Generalnie straszne podoba mi się to wymieszanie dorosłych z dziećmi, wszystko jest dzięki temu bardziej realistyczne. Fabuła jest poważna, dojrzała, stara się pokazać sobą coś więcej i na tym polu nie zawodzi ani trochę. Historia jest po prostu bardzo dobra, akcja trzyma w napięciu, a każdy kolejny koniec odcinka wywoływał chęć szarpania włosów z cisnącym się pytaniem „dlaczego w takim momencie?!”. Co prawda Boku dake ga Inai Machi zawodzi w kwestii kryminału (kto nie zgadł kim jest morderca niech podniesie rękę. Nikt? Cóż za zaskoczenie…), ale nadrabia całą resztą. Nie została też wyjaśniona sprawa, dlaczego właściwie Satoru mógł cofać się w przeszłość. Nie należę do tych, którym to przeszkadza, ot, na potrzeby historii tak miał, po prostu to akceptuje.

Bohaterowie nie są szczególnie oryginalni, możemy ich spotkać w każdym innym anime. W serii najmocniejszą stroną jest opowiadania historia i sposób, w jaki twórcy nam ją ukazują. Na wyróżnienie zasługuje wcześniej wspomniana mama Satoru, Sachiko, oraz Kayo. Najgorzej wypadł sam morderca, a raczej jego motyw, którego w zasadzie nie było, bo ta dwuminutowa sekwencja o chomiczku nie wyjaśniała absolutnie niczego. W kwestii soundtracku dostaliśmy wspaniały opening i ending, nic, tylko ściągać i słuchać. Szczególnie upodobałam sobie opening (Re:Re:) w wykonaniu Asian Kung-Fu Generation.

W ogólnym rozrachunku Boku dake ga Inai Machi oceniam sobie wysoko. Jest to jedna z lepszych serii sezonu, a nie nazwę ją najlepszą tylko dlatego, że mam jeszcze do obejrzenia Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu. A jeśli chcecie przekonać znajomych/rodzinę do anime, ERASED jest dobrą opcją jako dojrzała, trochę filmowa opowieść z przesłaniem.


Ocena: 9/10
Studio: A-1 Pictures
Gatunek: mystery, psychologiczny, seinen, supernatural
Liczba odcinków: 12
Premiera: 8 styczeń 2016


Reklamy

5 thoughts on “Zmienić przeszłość? Boku dake ga Inai Machi

  1. Uff dobrze, że mam tę serię już za sobą, bo Twój tekst trochę spoileruje jak to się wszystko skończy :P
    Boku dake było dobre do momentu poznania mordercy (Ja obstawiłam go już w 2 odcinku, jak tylko się pojawił, ale szczerze, to zbyt wielu podejrzanych to nie było), później to już równia pochyła. Zakończenie jest do bólu słodkie i wyidealizowane.
    Pomimo tego, że anime oglądało się naprawdę dobrze, uważam, że jest one na raz, po rozwiązaniu zagadki cały czar pryska.

    • Hmm… z tym spoilerem to chodzi o morderce i motyw? W sumie…
      Zgadzam się, naprawdę szkoda że seria nie dostała większej liczby odcinków, wtedy pewnie nie byłoby się do czego przyczepić.

      • Dla mnie bardziej byłoby spoilerem, że na koniec dostaliśmy happy end, ale może dlatego, że liczyłam, że główny bohater nie dożyje końca serii :P

  2. Powiedziałam sobie, że przeczytam Twoją recenzję, jak swoją już opublikuję (bo też ją niedawno napisałam, ale czeka jeszcze na swoją kolej ;)), ale mimo wszystko nasze zdania są bardzo podobne. Faktycznie wątek cofania w przeszłość jest, bo jest beż żadnej konkretnej przyczyny, a kwestia mordercy została potraktowana bardzo powierzchownie. „Boku dake ga Inai Machi” jest jakby nie patrzeć anime bardzo prostym, ale tak jak pisałaś: posiada swój realizm i ciekawie poprowadzoną (mimo tej prostoty) fabułę. Moja ocena wyszła trochę wyższa niż Twoja, ale myślę, że właśnie na ten przedział 9 punktów i ponad, zdecydowanie zasługuje :) Świetna recenzja i zapraszam do mnie za około 3 tygodnie – jeśli będziesz chciała mimo wszystko poczytać o moich spostrzeżeniach ;) Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    • Dziękuje za tak miły komentarz :) Gdyby nie zepsuta końcówka pewnie dałabym 10, ale tak to cóż, czegoś zabrakło. Kwestia mordercy podobno jest dużo lepiej przedstawiona w mandze, ale w sumie zawsze tak wychodzi, że „jest lepiej w mandze”. Pierwowzory górą!
      Pewnie że wpadnę, zawsze warto poczytać o innym spojrzeniu na sprawę, nawet jeśli w tym przypadku niewiele się różni :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s