Różne różności z ostatnich miesięcy

Cześć…! Troszkę mnie tu nie było ;) Śmiało mogłabym zasłonić się sesją i życiem, ale to chyba raczej oklepana (choć jakże prawdziwa) wymówka.

Dzisiejszy wpis to taki wpis o wszystkim. Przede mną jeszcze jeden egzamin, niestety poprawkowy, ale po nim postaram się jakoś wrócić do życia. Nie tylko tego blogowego – książki zalegają pod ścianą, mangi leżą, gra czeka, wszystko czeka, a Kirima siedzi i kuje lub heroicznie walczy z pracą licencjacką, i póki co przegrywa. Historia jakich tysiące, ale jednak ta jest moja, osobista i ciąży nade jak ten przysłowiowy kat nad dobrą duszą.

Żeby ten mój post miał jakieś ręce i nogi, zrobimy mu szufladki. Jak ktoś nie będzie chciał czytać fragmentu o książkach, zostanie przy samym anime i wszyscy będą szczęśliwi. Swoją drogą zaczynam myśleć, że tego typu notki są mi potrzebne – czasami coś nie zachwyciło na tyle, aby pisać pełnoprawną recenzje, czasami chciałoby się tylko o czymś wspomnieć, na coś chwilę ponarzekać, ale do tej pory nie miałam tutaj na to miejsca, więc… chyba przez przypadek go sobie stworzę ;)

ANIME

akatsuki-no-yona-episode-5-29

Zacznijmy od tego że jakiś czas temu obejrzałam Akatsuki no Yonę. W sumie rozumiem te wszystkie zachwyty: dużo uroczych bizonów i jedna, mała, bidna księżniczka, która jest zmuszona dorosnąć w trybie natychmiastowym… dodajmy trójkącik miłosny i mamy idealną serię za którą szaleją nastolatki. Za najbardziej rozbrajającą postać uznaje Shin-ah, no wiecie, niebieskiego smoka. Strasznie podoba mi się projekt tej postaci, chociaż brak maski odbiera jej cały urok. Również jego historia najbardziej mi się spodobała, ale sam Shin-ah jest taki skryty w sobie, małomówny i bojaźliwy, że to aż słodkie… Chociaż pamiętam, że w kilku momentach czułam irytację, bo łatwo z tym przesadzić w drugą stronę. Yona ma u mnie duży plus za to, że nie jest typową damą w opałach, o ile kobiece postacie mają to do siebie, że łatwo mi działają na nerwy, tak ją całkiem polubiłam ;) Na MAL wystawiłam 8/10 i tego się będę trzymać. Porwać mnie specjalnie nie porwało ale oglądało się zaskakująco dobrze i następnego sezonu raczej nie odpuszczę.

Obejrzałam też zachwalane Gekkan Shoujo Nozaki-kun i… chyba jednak wygrywa Barakamon, który też był emitowany w tamtym sezonie ;) Nozaki to fajna komedyjka i wcale się nie dziwie, że zebrała tyle pochwał, ale jednak bardziej przemawia do mnie ten typ humoru z opowieści o człowieku z miasta, który wylądował na wsi i próbuje tworzyć. Tutaj też dałam 8/10.

Jeśli chodzi o obecny sezon, dwie moje perełki to Dimension W i Boku dake ga Inai Machi. To pierwsze ma w sobie wszystko to, co lubię – dobrych bohaterów, interesującą fabułę, świetny klimat, wspaniałą akcje i czemu tylko 12 odcinków?! Opening strasznie przypominał mi Gangastę… i nic dziwnego, bo to ten sam zespół. Boku dake… chyba wszystkim nasuwa na myśl Efekt Motyla ;) Jest strasznie wciągające i intrygujące, nikt tam nie ratuje świata, i naprawdę ciężko mi się powstrzymać, żeby nie zajrzeć gdzieś i nie zaspoilerować sobie dalszego rozwoju akcji. Nie tylko jestem ciekawa, czy Satoru wszystko naprawi, ale też kto jest mordercą. W ogóle to podoba mi się wciągnięcie w historie matki bohatera, a z postacią Kayo jakoś się zżyłam i życzę jej wszystkiego najlepszego.

Zerknęłam też na Hai to Gensou no Grimgar, nie mogłam sobie odpuścić kolejnej serii, gdzie młodzież utknęła w grze (chyba). Grafika jest śliczna, ale anime jest utrzymane w wyjątkowo spokojnej, powolnej tonacji, co może nudzić. Mnie akurat nudzi i prawdopodobnie seans porzucę. Z kontynuacji, oczywiście oglądam  Akagami no Shirayuki-hime, które też mnie ostatnio nudzi, oraz Haikyuu.

MANGA

noragami-manga

Kupiłam tomik Księcia Przepisów od Kotori. Chciało mi się yaoi, ale coś słabo wybrałam, bo jednotomówka wcale nie zaspokoiła mojego głodu. Książę Przepisów to manga z rodzaju tych, które ja nazywam „czytadłami” – do przeczytania i odłożenia. Idea czterech facetów mieszkających ze sobą to idealna baza do tworzenia yaoilandu, ale na dłuższą historię, tutaj nawet nie zdążyłam się do nikogo przywiązać. Niby taka wada jednotomówek, ale jednak są takie, które naprawdę mi się podobają (jak Keep Out, Na dzień przed ślubem czy recenzowane przeze mnie NightS)

Zakupiłam też dwa pierwsze tomy Noragami i jestem przeszczęśliwa, że manga wychodzi w Polsce i mogę ją kupić. Yatoizm forever! Na półce leżą mi też dwa tomy Ao no Exorcist do których wciąż nie mam czasu usiąść. I dwa tomy Horimya. Jeszcze zanim Waneko ogłosiło wydawanie tej mangi, miałam okazje ją czytać. Na początku mocno wpadłam, ale im dalej, tym coraz nudniej i ciągnie się to jak flaki z olejem. Sama bym nie kupiła, ale moje kochanie zdecydowało się brać, więc… ;>

Przeczytałam kilka następnych rozdziałów Vinland Sagi i jednak farmlandy już nie budzą we mnie takich emocji, jak wcześniejsze mordobicie. Czytałam wszystko za jednym razem i ciężko było się przestawić na nagły spokój, a gdy już odpoczęłam trochę od serii, głód minął, i nowe rozdziały już nie budzą takiego zniecierpliwienia. Nie zrozumcie mnie źle – to wciąż jest świetna manga i bardzo chciałabym mieć ją na własność, tyle że tęsknie za tamtymi czasami. Jestem jak ten Thorkell, który chodzi z przekrwionymi oczami i szuka okazji do dobrej bitki…

Od czasu mojego ostatniego wpisu o nowościach wydawniczych, wydawnictwa ogłosiły sporo nowości. Największym zaskoczeniem jest dla mnie Fairy Tail od JG. Kupować nie zamierzam, ale nie spodziewałam się,  że wkopią się w takiego tasiemca przy ich problemami z terminowością. Z innej beczki, Kotori wraz z JPF zrobili ciekawą zmowę w kwestii wydawania Blame i Sidonia no Kishi ;) Muszę się w końcu zacząć edukować z zakresu „poważnej mangi” i zacząć zbierać takie perełki. Apropos nowości wydawniczych, poważnie myślę, czy nie porzucić tej serii.

KSIĄŻKI

fma32-10

Na święta kupiłam mnóstwo książek, które czekają na lepsze czasy, tzn. na te, kiedy wreszcie odetchnę od sesji. W moje posiadanie weszło „Ostrze” Abercrombie, seria o „Niecnych Dżentelmenach” Lyncha, wielka cegłówka Sandersona „Droga Królów”, drugi zbiorczy tom Kronik Amberu oraz moje ukochane „Opowieści z meekhańskiego Pogranicza. Północ-Południe” Wegnera.

Zdążyłam przeczytać pierwszy tom Lyncha o wdzięcznym tytule „Kłamstwa Locka Lamory”. Sama koncepcja opowieści o złodziejach jest świetna i zaciekawiła mnie na tyle, że kiedy zobaczyłam promocje, wzięłam wszystkie trzy tomy. I to był błąd. Pomysły Locka nie są złe, fabuła nie jest zła, ale czegoś w tym wszystkim brakuje. Szczególnie na początku czytało mi się topornie, niecierpliwie wyglądałam końca, nosiłam ją ze sobą strasznie długo, aż wreszcie udało mi się ją skończyć. Na szczęście przy końcówce zrobiło się ciekawiej, ale jednak na drugi tom patrzę z niechęcią. Chciałabym przeczytać wszystkie trzy a potem puścić je dalej w obieg…

Z kolei książka Wegnera to zupełnie inna bajka. Połknęłam ją w trzy dni i teraz chcę więcej. Nie ma słów, które mogłyby opisać mój zachwyt, pokochałam Górską Straż, ich poświęcenie, szlachetność, honor i odwagę. Opowieści z południa mniej mi przypadły do gustu, ale to wciąż kawał dobrej lektury. Czułam się jak narkoman na głodzie, nie mogąc czytać dalej. Wciąż i wciąż rozpamiętuje wydarzenia, wcisnęłam książkę przyjaciółce żeby jak najszybciej ją przeczytała i żebym mogła bez oporów gadać przy niej o tym, co tam się działo – inaczej byłby to spoiler, a spoiler to grzech. Cały czas musi znosić moje pełne cierpienia westchnienia, bo jest w trakcie czytania, a ja nie mogę czytać dalej, bo nie mam następnych tomów, to straszne!

I NA KONIEC

499544406_preview_D33789E84116D2A5A75CB2B7C8C88EBABE442A95

Byłam w kinie na Deadpoolu. Poszłam kompletnie nieprzygotowana na to, co zastanę na ekranie. Nie znałam wcześnej Deadpoola, i choć moje kochanie rzuciło mi wcześniej informacje o „czarnej komedii”, to puściłam to w niepamięć i psychicznie nastawiałam się na kolejny film o superbohaterach. No a Deadpool superbohaterem raczej nie jest. Jeśli już, to antybohaterem. Same napisy początkowe powiedziały mi, że ten film nie będzie normalny ;> Po początkowym szoku jakoś udało mi się przestawić i rozrywka była przednia. Współczuje dziewczynom, które poszły do kina na walentynkowy seans z chłopakiem, który wmówił im, że to komedia romantyczna… ;D

Reklamy

6 thoughts on “Różne różności z ostatnich miesięcy

  1. Mnie się Yona tak naprawdę średnio podobała, jakoś nic się w niej nie wyróżniło za bardzo, ale mangi nie czytałam – oceniam na podstawie samego anime, które właściwie obejrzałam, ale bardziej domęczyłam niż cokolwiek. Za to „Gekkan Shoujo Nozaki-kun” uwielbiam!

  2. Yone lubię, bo ładni panowie i całkiem dająca się lubić bohaterka. 7/10 Gekkan a Barakamon pod względem komediowym? Dla mnie zdecydowanie Barakamon. Z Gekkan w moim przypadku różnie bywało, oczywiście seria nie była zła, ale nie był to humor, który wywołał by u mnie śmiech, więc ostatecznie za sympatycznych bohaterów 7/10. Hai to Gensou trochę mnie zaczęło nużyć po śmierci ulubieńca, a drugiego sezonu Shirayuki-hime jeszcze nie zaczęłam. ^^”
    Nie wiem jak Blame, ale Sidonia to zdecydowanie nie jest poważna manga. xP Co nie zmienia faktu, że w anime się absolutnie zakochałam i mangę zamierzam kupować, chociaż nie ukrywam, że uważam, zę całość wypadła lepiej na ekranie, bo jednak mechy + animacja i świetna muzyka to jest to, co lubię najbardziej. <3

    • Hai to Gensou zaczęło mnie nudzić jeszcze zanim do tego doszło, a po jego śmierci to już w ogóle jakoś mi się odechciało ;P Oglądając Gekkan pare razy się zaśmiałam, ale Barakamon górą ;)

  3. Yone lubię, bo ładni panowie i całkiem dająca się lubić bohaterka. 7/10 Gekkan a Barakamon pod względem komediowym? Dla mnie zdecydowanie Barakamon. Z Gekkan w moim przypadku różnie bywało, oczywiście seria nie była zła, ale nie był to humor, który wywołałby u mnie śmiech, więc ostatecznie za sympatycznych bohaterów 7/10. Hai to Gensou trochę mnie zaczęło nużyć po śmierci ulubieńca, a drugiego sezonu Shirayuki-hime jeszcze nie zaczęłam. ^^”
    Nie wiem jak Blame, ale Sidonia to zdecydowanie nie jest poważna manga. xP Co nie zmienia faktu, że w anime się absolutnie zakochałam i mangę zamierzam kupować, chociaż nie ukrywam, że uważam, że całość wypadła lepiej na ekranie, bo jednak mechy + animacja i świetna muzyka to jest to, co lubię najbardziej. <3

  4. Yonę bardzo przyjemnie się oglądało, więc mam nadzieję, że na kolejny sezon nie będzie trzeba zbyt długo czekać. Dimension W i Boku dake to też i moje perełki… a przynajmniej liczę na to, że nimi będą, bo jak na razie obejrzałam tylko po jednym odcinku i czekam na ukazanie się całości.
    Księcia przepisów sobie odpuściłam, zdecydowanie bardziej wolę Konbini-kun. Drugi tomik Noragami wciąż czeka na przeczytanie, a AnE bardzo polecam. ^^
    Z tych książek żadnej nie kojarzę.
    Też byłam na Deadpoolu i mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać, jednak film okazał się lepszy, niż przypuszczałam. Z chęcią obejrzałabym go jeszcze raz. :D

  5. Jakiś czas temu oglądałam Yonę i muszę przyznać, że anime było całkiem przyjemne, na pewno nie jakieś wybitne, ale też nie nudne. Ja też najbardziej polubiłam niebieskiego smoka :)
    Anime Gekkan Shoujo Nozaki-kun kompletnie mnie rozbroiło. W sumie nie wiem czego się po tym tytule spodziewałam, ale na pewno nie oczekiwałam, że będzie to aż tak świetna komedia, parodiująca tak bardzo znane schematy z shoujo.
    Z obecnego sezonu oglądam tylko Boku dake.. i jestem wręcz oczarowana. Dawno nie było anime, w którym przy oglądaniu trzeba trochę ruszyć głową. Mam nadzieję, że zakończenie mnie nie rozczaruję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s