Podsumowania. Lato ’15. Charlotte, czyli mam tę moc

Nawet nie wiecie, ile razy zabierałam się za ten wpis. Początek roku akademickiego wyssał ze mnie wszystkie siły, i jakoś tak ciężko było sklecić te parę słów… Dodatkowo obok mnie rośnie sterta chusteczek, jak ja uwielbiam tę porę roku.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył Charlotte. Strasznie byłam napalona na Charlotte, bo oto anime od twórców takich serii jak Angel Beats! czy Clannad, więc automatycznie poprzeczkę ustawiłam wysoko. Zabawy przy oglądaniu miałam sporo, bo najpierw zwyczajnie trafiał do mnie ten typ durnego humoru, a potem śmiałam się z rozwiązań fabularnych ;)

Charlotte 01

O czym to jest?

Historia skupia się na grupie chłopców i dziewcząt, posiadających specjalną moc, objawiająca się czasem w okresie dojrzewania. Jeden z bohaterów, Yuu Otosaka, używa swojej mocy bez wiedzy innych, żyjąc zwyczajnie jak każdy inny chłopak. Jednak wszystko zmienia się, gdy spotyka on dziewczynę, Nao Tomori. Przez to spotkanie ujawni się przeznaczenie wszystkich użytkowników tej mocy.

Liczba odcinków: 13
Gatunek: drama, szkolne, supermoce
Premiera: 5 lipiec 2015
Studio: P.A. Works, Key

Charlotte 07

Opinia

Charlotte w zasadzie dzieli się na dwie części. Przez pierwsze sześć odcinków jesteśmy przyzwyczajani do pewnego schematu, gdzie rządzi szalony, specyficzny humor. Ludzie nie wyrabiają na zakrętach i burzą ściany, krew ciurkiem leci z głowy i zalewa twarz (patrz obrazek otwierający), regularnie ktoś robi sobie krzywdę. Źródłem tych wszystkich gagów jest w głównej mierze Takajou (też patrz obrazek otwierający). Biedaczek musi nosić pancerz pod mundurkiem, by trwale się nie uszkodzić, ale nie wygląda na to, żeby mu to specjalnie przeszkadzało. Chłopak jest także fanem pewnej młodej piosenkarki, Yusarin. To już w zasadzie fanatyzm, bo podnieca się wszystkim, co z nią związane i pamięta nawet najmniejszy szczegół jej kariery. To też źródło humoru w serii, o ile kogoś nie męczy powtarzalność tych gagów.

W Charlotte nastolatki mają przeróżne paranormalne moce, które identyfikują jako chorobę. Rzekomo ma ona zniknąć, gdy dorosną. Pewna szkoła skupia takie osoby, aby dać im ochronę przed szalonymi naukowcami, traktującymi ich jak szczury doświadczalne. Samorząd szkolny w składzie wymienionego wcześniej Takajou oraz bezwzględnej przewodniczącej, Tomori, tropi osoby z mocami by zwerbować ich do szkoły dla X-menów podobnych im ludzi. W taki oto sposób poznajemy Yuu Otosakę, klona Leloucha z Code Geass, bo nawet moc ma podobną. Wykorzystuje ją do swych niecnych celów, tj. do ściągania na klasówkach i podrywania dziewczyn… ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, i tak Otosaka ostatecznie ląduje w Samorządzie Szkolnym obok wyposażonej w kamerę Tomori Nao.

Charlotte - 03

Schemat, o którym wcześniej wspominałam, dotyczy właśnie podobnych sytuacji. Najpierw utalentowana osoba zostaje namierzona, potem samorząd idzie ją znaleźć, następnie przekonuje, by przestała używać mocy i przeniosła się do ich szkoły, i w ogóle jest happy end, a czasem drama end. Po tych epizodach „wprowadzających” nastąpiła drastyczna zmiana atmosfery i anime kompletnie zmieniło swoje tory. Nie będę mówić, co tam się stało, bo byłby to jeden wielki spoiler. Powiedzmy tylko tyle, że zrobiło się znacznie poważniej, humor poszedł w odstawkę i poświęcono dużo więcej czasu wątkom paranormalnym, aniżeli takiej lekkiej w odbiorze obyczajówce. Przez to seria jest strasznie nierówna, brakuje tu balansu, wyczucia, mamy jakby dwie zupełnie odrębne historie. Postacie z pierwszej części nie mają praktycznie w ogóle czasu antenowego w drugiej, gdzie królowały już inne. Nie będę się w tym miejscu czepiać logiki, anime z reguły logiczne nie są, wspomnę tylko tyle, że studio baaaardzo popuściło wodze fantazji. Co mnie osobiście strasznie zirytowało i uderzyło w oczy, to sytuacja, gdzie najpierw przez dwa odcinki twórcy przyzwyczają do tego, co się stało z siostrą, a potem z dupy wymyślają sobie, że jednak im się to nie podoba. Generalnie sporo było scen, na które patrzyłam się z… z takim zdziwieniem i niedowierzaniem, że to się dzieje. Oczekiwałam dramatów i łez, miałam nadzieję na mieszankę śmiechu i płaczu, którą zaserwowało nam Angel Beats, ale śmiech był tylko na początku, a łez u mnie w ogóle, i myślę, że po prostu przesadzono w tą złą stronę… Plus, siostra Otosaki to jedna z bardziej irytujących postaci, jakie przyszło mi oglądać.

Charlotte - 04

Spodziewałam się też dobrego soundtracku i przynajmniej tutaj oczekiwania się spełniły. Wspaniałe były insert songi Mariny, która tworzyła jako piosenkarka występującego tam zespołu ZHIEND. Świetnie jej to wyszło, możecie posłuchać na przykład tutaj. Także opening wpadł mi  w ucho, aż przypomniał mi się Angel Beats i nic dziwnego, skoro ta sama wokalistka – Lia.

Dodam jeszcze, że w tym sezonie chyba naprawdę coś jest nie tak z tymi ostatnimi odcinkami. Także tutaj można tylko ciężko westchnąć. Z 13 epizodu spokojnie można było zrobić drugi sezon. Upchnięto tam mnóstwo rzeczy i tempo akcji było zaiste ekspresowe.

Podsumowując, seans z Charlotte nie był dla mnie jakiś szczególnie zły, ale oczekiwałam czegoś innego patrząc na to, kto będzie anime robił. Najbardziej podobała mi się część pierwsza z durnym humorem, też parę dalszych odcinków, tylko z końcowymi było już gorzej. Serie trzeba rzecz jasna oglądać z dużym przymrużeniem oka… a ci, co dostają szału na widok dziur fabularnych, lepiej niech szarlotkę omijają z daleka ;)

Ocena: 6/10

Reklamy

6 thoughts on “Podsumowania. Lato ’15. Charlotte, czyli mam tę moc

  1. Jakoś już na początku stwierdziłam, że nie ma się co zabierać za tę serię, w głównej mierze pewnie dlatego, że wciąż nie obejrzałam Clannad i Angel Beats. Co prawda zaciekawiłaś mnie tą drastyczną zmianą atmosfery (teraz się będę zastanawiać, co się takiego stało :P), ale chyba nie na tyle, żebym nadrobiła Charlotte. No i najpierw wolałabym się zabrać za wspomniane wcześniej serie. ;)

    • Zdecydowanie lepiej zabrać się za te serie niż za Charlotte, są o niebo lepsze. Jest jeszcze Air, Kanon, Little Busters od Keya ale ich akurat nie widziałam to się nie wypowiem, ale opinie czytam raczej pozytywne ;)

  2. Ja też chyba za dużo oczekiwałam od tej serii ze względu na Angel Beats, które oglądałam wprawdzie dawno, ale wyjątkowo dobrze wspominam, niestety tym razem się nie udało. Nie wiem, czy to dlatego, że ja sama dorosłam i zmienił mi się gust, czy seria faktycznie była gorsza, chociaż chciałabym wierzyć, że jednak to drugie. W Angel Beats mimo wszystko człowiek jakoś bardziej potrafił się zżyć z bohaterami i faktycznie przeżywać ich dramaty, a tutaj niestety było pod tym względem bardzo przeciętnie. Przy czym pierwsza część to jeszcze miała ręce i nogi, i jak piszesz, później się wszystko popsuło. Przy finale to już w ogóle polecieli w kosmos. hah xD Wracam jednak do tradycyjnych X-menów. xD

    • Ja też wyjątkowo dobrze wspominam AB, nawet bardzo dobrze, ale oglądałam to po nocy z koleżanką więc nie wiem czy jestem obiektywna ;P Brak snu plus my we dwie i głupawka robi swoje.

  3. Welesie, to jest tak złe, tyle już się w różnych miejscach napisałam o tym paskudztwie…
    Denerwuje mnie właśnie ta powtarzalność gagów, obsesja na punkcie Yusarin i sos od pizzy są tak eksploatowane, że nuda wylewa się z ekranu. Może i pierwsza połowa anime z nieciekawymi ,,potworami tygodnia” i banalnymi morałami nie była tak fabularnie zła jak druga, ale jednak była zdecydowanie mniej interesująca niż te cuda potem.
    Key coś zdecydowanie ma do Leloucha, bo w AB! też była postać niepokojąco do niego podobna, ale tam połowa bohaterów wyglądała, jakby się urwała z innych anime. Ale Yuri jest lepsza od suki Haruhi bez dwóch zdań.
    Dla mnie to 4/10. to jest tak bardzo złe na tylu poziomach. W sumie największa zaleta to jedynie to, że można się łudzić, że Iwasawa powróciła do życia. Najlepsza postać.

    • Wiem, czytałam Twoje komentarze gdzieś na jakimś blogu (Powie & Puchie?), więc zdaje sobie sprawę z tego ;P Obsesja na punkcie Yusarin mnie nie ruszała, ale sos bo pizzy i sama siostra już tak. Sama się tak zastanawiałam po opublikowaniu recenzji, czy nie powinnam dać jednak 5/10…
      Pierwsza połowa nie była tak interesująca jak druga, ale wolałam ją zdecydowanie bardziej, bo przynajmniej miała ręce i nogi… i jak pisałam lubię ten durny humor.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s