Shingeki no Bahamut

Bahamut 01

Bahamuta polubiłam od pierwszego odcinka, prawdopodobnie dlatego że jest tak bardzo inny od całej reszty anime, które oglądałam. Cała oprawka wizualna przypomina mi nieco Baccano czy Tiger&Bunny . Nie zalewają nas wielkie oczy, masa ecchi, nastolatkowie w szkolnych mundurkach czy cała reszta rzeczy do której japońskie animacje nas przyzwyczaiły. Wręcz przeciwnie – wita nas konny pościg dwójki młodzieńców, a wszystko tak bardzo przypomina Dziki Zachód…

No dobra, konny pościg jest później, najpierw mamy scenę z wojny z tytułowym Bahamutem robiącym niezłą rozróbę ;) Bahamut to smok o czarno-srebrnych skrzydłach, który w przeszłości chciał zniszczyć ten świat zamieszkany przez bogów, ludzi i demony. Ale wspomniane nacje połączyły swe siły by zapieczętować jego moc. Klucz do pieczęci podzielono na dwie części – jedna powędrowała do demonów, druga do bogów. Od tych wydarzeń minął tysiąc lat, na świecie panuje pokój, który rzecz jasna, kiedyś musi się skończyć. Dzieje się to w chwili, gdy pewna kobieta kradnie bogom ich kawałek Klucza…

Bahamut 09Shingeki no Bahamut to tak właściwie anime-promo na podstawie karcianej gry Rage of Bahamut, ponoć popularnej na świecie. Bohaterowie są całkowicie wymyśleni na potrzeby seansu, tak samo zresztą jak i cała fabuła. Mamy przygodę, mnóstwo akcji, wspaniałe postacie, bogów, świat któremu zagraża zagłada… tak, to wszystko już było. Ale to się sprawdza, moi mili, to po prostu przepis na sukces, o ile dobrze połączy się wszystkie składniki ;)

Poznajemy więc Favaro, pewnego siebie afro do którego nie możemy być z początku pewni, czy go lubimy czy nie. To typ antybohatera, ale bardzo bliski realnemu życiu. Jedyne co go obchodzi to to, by ratować własną skórę, przetrwać, zarobić i wydać kasę na przyjemności. Z drugiej strony jest Kaisar, krystalicznie czysty, naiwny facet, którego marzeniem jest zostanie rycerzem. No ale jak to w życiu bywa, zamiast rycerzem jest łowcą nagród, a o swój los obwinia Favaro, o czym informuje go przy każdym możliwym spotkaniu próbując chłopaka pociąć swoim mieczem. Żeby dopełnić naszą zgraję bohaterów o uroczą niewiastę, bez której się nie obejdzie, a która zostanie swoistymkatalizatorem całej historii, dodano Amirę. Ta dziewczyna z różowym włosem o osobowości dziecka staje się jednym wielkim źródłem problemów, ale bez niej nic by nie ruszyło do przodu. Znacznie lepiej od Amiry wypada Rita – dziewczynka zombie, która nie wiadomo kiedy przyłączyła się do naszej grupy. 

Bahamut 07

Żeby było ciekawiej, do panteonu postaci dodano Joannę D’Arc. Japończycy strasznie często ożywiają ją w swoich produkcjach, prawda? ;) Joanna to dziewczę tak samo czyste i krystaliczne, jak Kaisar. A praktyka wskazuje że tacy najczęściej giną czy zawodzą.

Poza niezwykle barwną zgrają bohaterów, również animacja jest świetna. Wspaniale wyszły wszelkie walki, scena tańca Amiry, genialna jest mimika twarzy, drobne gesty…  i te ciągłe miny Favaro (szczególnie kiedy pyta, czy te oczy mogą kłamać), które wywoływały u mnie szeroki uśmiech. Na słówko uwagi zasługuje także opening „EXiSTENCE” w wykonaniu SiM – dawno nie słyszałam w anime tak ciężkiej nuty. Aha, wspominałam na początkuże Shingeki no Bahamut przypomina mi Tiger&Bunny? Nic dziwnego, w końcu za obie serie odpowiada ten sam człowiek.

Bahamut 08

Najbardziej cieszy mnie fakt, że wszystko się ładnieskończyło. Wróg został pokonany, nie wszyscy przeżyli – czyli tak, jak powinno być. Bahamut pozostawia po sobie przyjemne uczucie satysfakcji. To krótka rozrywka, ale bardzo dobrze zrobiona. Odpalając pierwszy odcinek, moje jedyne emocje z tą produkcją wiązały się z tym, czy to jest podobne do Attack on Titan, skoro ma „Shingeki” w tytule… I prawdopodobnie nie była to jedynie moja rozterka. Ale nie, z tytanami nie ma to nic wspólnego ;)

Komu poleciłabym anime? Pewnie wąskiej grupie odbiorców, które lubią fantasy w takim bardziej klasycznym wydaniu. Pokusiłabym się też o stwierdzenie, że nawet osoby nie mające z anime nic wspólnego, a lubiące taką tematykę, mogłyby spokojnie Bahamuta obejrzeć ;) Ze swojej strony jak najbardziej polecam. Mało kto spodziewał się czegoś po tej serii, a tu proszę, taka niespodzianka!

Bahamut 13

Shingeki no Bahamut jest oryginalnym anime z jeszcze jednego powodu – jako jedno z nielicznych pokazuje włosy pod pachami ;)

P.S. Oglądaliście Hobbita 3? Słuchaliście piosenki z endingu? Wiecie, że śpiewa ją Pippin? Uzależniam się od niej.

Reklamy

4 thoughts on “Shingeki no Bahamut

  1. Też myślałam, że ta seria ma coś wspólnego z Tytanami XD Po Twoim opisie wnioskuję, że seria powinna mi się spodobać, wydaje się taka „normalna”, jeżeli można to tak nazwać ;)

  2. Obejrzałem kilka pierwszych odcinków i nawet podobało mi się. Szczególnie warstwa wizualna. Na razie oglądanie serii zawiesiłem bo nie pamiętam gdzie skończyłem :)

  3. Zgadzam się, Shingeki no Bahamut okazało się niezwykle miłą niespodzianką :) Ale dobre fantasy, zawsze jest dobre, a ja dodatkowo mam fioła na punkcie wszelkich nawiązań do Europy czy europejskiej kultury w animcach (nie ważne jak bardzo ją gwałcą).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s