Koncert Yamato – The drummers of Japan

Moi mili czytelnicy, czy słyszeliście kiedyś o bębniarzach Yamato? Nie? W sumie to się nie dziwie, sama usłyszałam o nich z półtora miesiąca temu. Wtedy też Kamyczuś dała mi znać, że coś takiego będzie miało miejsce w Warszawie. Początkowo nawet nam przez myśl nie przeszło, że na ten koncert pójdziemy. I choć zaczęło się od żartów, że fajnie byłoby kiedyś zobaczyć coś takiego, stanęło na poważnej decyzji o wciśnięciu przycisku „rezerwuj bilet”… I absolutnie tego nie żałuję :) Obawiałam się, że cały koncert będzie rozczarowujący (no bo jak tyle czasu można słuchać tego samego?), ale było fantastycznie i zleciało zdecydowanie zbyt szybko. Ta energia, ta pasja (i te mięśnie)… ach… Ale zacznijmy może od początku ;)

Yamato od 20 lat jeżdżą po świecie, grając na klasycznych, japońskich bębnach taiko. Dźwięk bębnów łączą z instrumentami strunowymi, takimi jak koto, chappa, shino-bue, samisen, kane. Na scenie prezentują się w tradycyjnych, japońskich strojach bębniarzy które, nawiasem mówiąc, wyglądają świetnie. Bębny, na których grają sięgają średnicy 5 metrów, a pałeczki mają wagę do 3,5 kilograma. Ich występy są doprawdy spektakularne, bowiem Yamato prezentują idealną synchronizację, akrobacje i piękną choreografię. To nie tylko koncert, to przedstawienie. Na świecie dali już ponad 3,5 tysiąca występów, a w tym roku gościli w Krakowie, Poznaniu, Gdyni, Łodzi i Warszawie.

Ja miałam okazję zobaczyć ich w ten poniedziałek, 24 listopada. Koncert zaczynał się o 19 w Torwarze, a ja miałam bardzo miłe miejsce na płycie głównej, więc dobrze wszystko widziałam ;) Zaczęło się od krótkiej prezentacji zespołu, która leciała z głośników… oczywiście po japońsku. Angielskie tłumaczenie mogliśmy sobie przeczytać. Był to bardzo króciutki wstęp, po którym nastąpiło… BUM! Kiedy zaczęli grać, momentalnie zrobiło mi się gorąco, całe ciało wibrowało od uderzeń bębna, to się po prostu fizycznie czuło. Wrażenie niesamowite. Grupa cały czas była w ruchu, skakali, biegali po scenie, tańczyli z tymi bębnami. Widać było, że czerpią niesamowitą energię z tego co robią, którą chcieli nam przekazać, o czym sami zresztą mówili. Występ był mega pozytywny, a Yamato okazali się przesympatyczną grupą ludzi, która często nas rozśmieszała. To były subtelne gesty, zabawne interakcje ze sobą na scenie jak na przykład pojedynek na wielkość bębnów między drużyną kobiet a drużyną mężczyzn, a także wciąganie nas, publiczności, do zabawy. Oczywiście mogliśmy tylko klaskać, ale i tak było fajnie ;) Szczególnie kiedy prowadzący pokazywał nam, jak żałośnie i bez werwy to robimy, by zachęcić nas do wykrzesania z siebie trochę życia. Klaskania było tak dużo, że pod koniec nie czułam już rąk, ale i tak nie zamierzałam przestać.

Dwugodzinny koncert rozdzielony był krótką przerwą, podczas której można było rozprostować kości i na przykład kupić jakiś gadżet (no ba, nie mogło tego zabraknąć). A po przerwie kolejna dawka pasji i humoru, i ciągłe bisy, bo nikt nie chciał żeby się skończyło.

Występ był dopracowany do perfekcji. Gesty, ruchy, fantastyczny strój… zresztą same bębny wyglądały imponująco, szczególnie ten jeden największy. Mój wzrok często skupiał się też na mięśniach męskiej części grupy, tak cudownie wyeksponowanej przez te stroje… Ekchem… Swoją drogą, nawet kobiety były umięśnione. Ale co się dziwić, walenie i bieganie z bębnami o takiej wadze wymaga naprawdę dużo siły. Miłym akcentem było podziękowanie za przyjście na koncert, które wygłosili po polsku. Co prawda czytali z kartki zaznaczając, że nie mają pojęcia co czytają, bo ktoś im ten tekst napisał, momentami ciężko było ich zrozumieć, generalnie recytowali jak dzieci w podstawówce, ale i tak zostało to nagrodzone burzą oklasków ;) W ramach rewanżu mała część publiczności zaczęła im śpiewać „sto lat”, jako że obchodzili dwudziestolecie, ale niestety nie zostało to podchwycone przez wszystkich obecnych.

Yamato chcieli przekazać publiczności swoją pasję do życia, i przynajmniej w moim przypadku im się to udało. Z koncertu wyszłam w świetnym humorze, nabuzowana energią do tego stopnia, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Szkoda tylko, że tej energii starczyło jedynie na kilka dni…

Cały mój tekst ma być jedną wielką zachętą do zobaczenia kiedyś tej grupy na żywo. Jeśli więc kiedykolwiek będziecie mieli okazję pójść, idźcie. Kultura Japonii choć trochę będzie wam bliższa, a wy pójdziecie do domu z nową siłą do życia i w świetnych humorach ;) Polecam brać bilety bliżej sceny. Lepiej słychać, lepiej czuć, i lepiej widać (mięśnie) ^^

A oto próbka muzyki Yamato, która nijak ma się do oryginału. Polecam założyć słuchawki!
 
 
Reklamy

One thought on “Koncert Yamato – The drummers of Japan

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s