Podsumowania! Lato ’14. Aldnoah.Zero

Aldnoah.Zero - 10

Tytuł: Aldnoah.Zero
Liczba odcinków: 12
Gatunek: akcja, mecha, sci-fi
Data premiery: 6 lipiec 2014
Studio: A-1 Pictures

Jedno anime za nami, to lecimy dzisiaj z drugim (póki mam jakiekolwiek namiastki wątpliwej weny twórczej). Z Aldnoah.Zero zrobiłam sobie maraton, i tak właściwie to całość obejrzałam w dwa dni. Aż się zdziwiłam, bo na anime w tej chwili nie bardzo mam ochotę, ale że tak wszyscy zachwalali, to w pewien nudny wieczór postanowiłam rzucić okiem. I przepadłam.

Zarys fabuły

W 1972 roku misja Apollo 17 odkryła na księżycu bramę czasoprzestrzenną, pozwalającą na podróż między Ziemią a Marsem. Podczas lądowania astronauci odnajdują tam tajemniczą moc „Aldnoah”, nadającą im status istot wyższych. Wkrótce wiele osób przenosi się na Marsa, przyjmując miano „Marsjan”. Kiedy księżniczka Asseylum, w której żyłach płynie marsjańska królewska krew, wyrusza w podróż ku Ziemi aby zawrzeć pokojowy układ, między tymi planetami wybucha wojna. Z nieba przylatują kolejni Marsjańscy żołnierze za sterami wielkich, stalowych gigantów, za cel obierając sobie doszczętne wytępienie całej ludzkości.

Opinia

Oczywiście pierwsze co mnie zachwyciło, to muzyka. Jest mocna i świetnie pasuje do klimatu serii. Dodajmy do tego opening w wykonaniu Aldnoah.Zero - 09Kalafiny, który słucham teraz na okrągło, i ja się wcale sobie nie dziwię, że z takim zapałem odpalałam kolejne odcinki. Aldnoah.Zero warto obejrzeć chociażby dla muzyki. Polecam też odsłuchanie jednego z endingów w wykonaniu Sawano Hiroyuki (seria ma dwa endingi, przeplatają się ze sobą).

Ale nie tylko muzyka jest tutaj atutem. Również grafika rozpieszcza i stanowi miłą dla oka ucztę. Pod względem technicznym seria jest naprawdę dopracowana, ale historia… no właśnie, jak to jest z fabułą? Aldnoah.Zero prezentuje nam raczej schematyczną sytuację. Księżniczka wrogiego państwa, przepraszam, wrogiej planety, wyrusza z misją pokojową i zostaje zabita, by jej własny naród miał pretekst do splądrowania Ziemi. Oczywiście Ziemia jest technologicznie gorsza, jej mieszkańcy są umysłowo ograniczeni, w ogóle to barbarzyńcy i szkoda, że nie ciągną za sobą maczugi. Rzecz jasna to wszystko to tylko wyobrażenie atakujących. W rzeczywistości ludzie i tu, i tam, są tacy sami, a z całej tej wyliczanki zgadza się tylko spora różnica w technologii.

Mimo tego mało oryginalnego pomysłu, serię ogląda się z przyjemnością. Może to zasługa osławionego Gena Urobuchiego? Anime podano w wyjątkowo lekkostrawny sposób, a odcinki się wręcz połyka. Nie przepadam za mechami, ale tutaj absolutnie mi one nie przeszkadzały. Sama fabuła trzyma się kupy prawie do końca. Mówię prawie, bo w 12 odcinku dostaliśmy taki plot-twist (podobny do tych serwowanych przez Code Geass), że aż brak słów. Kilkakrotnie przecierałam oczy ze zdziwienia, zastanawiając się czy to był jakiś żart… Po endingu zapowiedziano nam, że z Aldnoah.Zero spotkamy się znowu w styczniu. Pozostaje pytanie, jak u licha twórcy z tego wybrną? Będziemy mieli wielki revenge, czy może cudowne ożywienie?

Ostatnią rzeczą o której trzeba wspomnieć, to bohaterowie. Japończycy lubią wsadzać nastolatków do mechów, i tym razem nie było inaczej. Ogromnym plusem jest jednak to, że te dzieciaki odbyły wojskowe szkolenie na wypadek ewentualnej inwazji. Takie szkolenia były obowiązkowe i odbywały się w ramach zajęć szkolnych. Drugi plus to fakt, że w anime mamy dorosłych. Ale co tu po dorosłych, kiedy oni i tak powierzająAldnoah.Zero - 07 swoje losy nastoletniemu Inaho, pozwalając mu robić absolutnie wszystko. Jawi się on jako istota ze wszech miar genialna. Bez problemu rozwala wrogów mając do dyspozycji jedynie pomarańczowy MODEL TRENINGOWY. Rzecz zupełnie dla mnie niezrozumiała, ale co zrobić, kiedy Inaho brak dobrego sprzętu nadrabia inteligencją, chłodną kalkulacją i niesamowitym zmysłem strategicznym. Jest do bólu spokojny, nie okazuje emocji, i w zasadzie nie pamiętam żeby przez całe anime drgnął mu chociaż jeden mięsień na twarzy. Niektórzy mówią, że to przerysowana postać, ale ja tam i tak bardzo go polubiłam ;) Inną z denerwujących postaci może stać się sama księżniczka ze swoim postanowieniem niesienia pokoju, ale dziewczyna jest raczej zaradna i nie czeka na księcia na białym koniu, dlatego nie jest to szczególnie drażniący aspekt całej serii. Poza tą dwójką mamy jeszcze nieszczęsnego Slaine, który we mnie budził jedynie współczucie. To co się stało pod koniec… ech, nie, nie będę spoilerować, chociaż mam taką ochotę:( 

Mimo kilku minusów, Aldnoah.Zero jak najbardziej warto obejrzeć. Tym bardziej, że tak naprawdę seria urwała się w połowie. Nie wiadomo co będzie dalej, dlatego ciężko cokolwiek w tej chwili powiedzieć. Niecierpliwie czekam na drugi sezon, a tymczasem pierwszy i tak będę wspominać bardzo miło ;)

Ocena: 8/10

Reklamy

12 thoughts on “Podsumowania! Lato ’14. Aldnoah.Zero

  1. Jednak dobre wykonanie techniczne jest bardzo ważne w seriach o mechach, przy Aldoah dosłownie szczena opada. Muzycznie też bardzo dobrze, choć mi osobiście Kalafina przejadła się jakiś czas temu i czołówkę przewijałem :)
    Aldnoah fajnie odświeża motywy znane od lat i oglądałem go z niekłamaną przyjemnością. Co prawda dwójka głównych bohaterów nie wbiła mi się jakoś szczególnie do serca, ale fajnie patrzyło się na perypetie kilku postaci drugoplanowych (Marito, Rayet, Slaine). Na koniec dość gwałtownie urwano kilka wątków, ale twórcy wymyślili na tyle bogaty setting, że na pewno znajdzie się dość motywów by zbudować na nich fabułę drugiego sezonu.

    • Hm, ja Kalafiny dawno nie słuchałam, może dlatego tak strasznie mi się spodobał ten opening :P
      Mnie w szczególności ciekawił Marito. Miałam nadzieję że będzie coś więcej o nim, albo chociaż nastąpi jakaś poważniejsza konfrontacja z panią kapitan (która, swoją drogą, dla mnie była jakaś nijaka). Slaine nie był zły, tylko jego zachowanie w tym ostatnim odcinku było dla mnie niezrozumiałe… Konkretnie chodzi mi o to, kogo on ratował.
      No i masz rację – na pewno będą mieli dość materiału by stworzyć sezon drugi, tylko ciekawa jestem, czy coś będą kombinować z tą końcówką ;)

  2. Zaczęłam oglądać i faktycznie, jest fajne, ale przypomniało i też, że od dawna miałam oglądać Turn A Gundam, bo jest niemalże remakiem, więc na razie się wstrzymuję :)

  3. Moje odczucia względem tego tytułu nie są szczególnie pozytywne. Pod względem technicznym seria naprawdę może się podobać, ale jeśli chodzi o fabułę to moim zdaniem występują w niej nieścisłości. Zobaczę jednak dalszą część, bo liczę właśnie na jakieś cudowne ożywienie zmarłych ;) W sumie ta osoba, która już raz tego doznała nie poniosła jakiegoś większego uszczerbku na zdrowiu. Myślałam, że skończy przynajmniej niedotlenieniem mózgu, a tutaj dziewczyna jeszcze tego samego dnia radośnie harcowała sobie po pokładzie :D To była najlepsza scena tego anime, bo mnie osobiście poruszyła do łez. Dodam, że łez rozpaczy, bo liczyłam na jakiegoś fajnego trupa, a tutaj spotkał mnie taki zawód. Modlę się tylko o to, żeby w kolejnej części było więcej zapijaczonego Marito niż tych wrednych i porąbanych bachorów. Nie polubiłam bohaterów tej serii i to nie tylko przez ich nieskazitelność, ale także przez te, że nie potrafiłam zrozumieć jakie idee kierowały ich zachowaniami. Szczególnie Slaina. Właściwie to chyba postacie najbardziej obrzydziły mi ten tytuł, bo przez to, że ich nie rozumiałam, nie potrafiłam wciągnąć się w przedstawioną historię.

    • Haha, tak, to była genialna scena! Nie miała nawet żadnego śladu na szyi! A ratował ją genialny Inaho, mimo że do pokoju przyleciał też lekarz który tylko stał i się gapił zamiast ruszyć dupę i zastąpić licealistę ;D Też miałam nadzieję na trupa, ale cóż :( Slaina i ja nie rozumiałam, w ogóle to co ten chłopak zrobił stanowi jedną wielką zagadkę…

  4. Hmm wygląda ciekawie, chociaż nieufnie podchodzę do nowych serii, bo już od jakiegoś czasu żadne nie wybiło się ponadprzeciętność niestety :( Trzeba by się przyjrzeć w wolnej chwili temu tytułowi.

  5. Na początku Aldnoah bardzo mi się podobało. Poza tym zgadzam się z Tobą, co do oceny muzyki i grafiki – doskonale dopieszczone, sama też przez jakiś czas katowałam zarówno openingi, jak i endingi serii (w anime wykorzystane zostały chyba faktycznie dwa, ale na krążku jest jeszcze jeden, którego też się bardzo dobrze słucha).

    Niemniej, im dalej w fabułę, tym bardziej traciłam serce dla tej serii. Wiem, że nie jest jeszcze skończona – za podzielenie jej na pół odpowiadają pewnie bardziej względy finansowe, aniżeli fabularne, niemniej na tę chwilę oceniam ten tytuł mocno średnio :/ Przede wszystkim irytują mnie bohaterowie – Inaho jest maszyną wypraną z emocji. Wspominasz tutaj o Code Geass i mnie również nasunęły się skojarzenia z tą serią. Seylum to żywa kopia Euphemii. Ale gdyby np. porównywać już Inaho do Leloucha, to ten pierwszy jest kompletnie nieatrakcyjny dla widza. Lelouch, choć również był genialnym strategiem, nie tracącym w walce zimnej krwi, to jednak targany był też widocznymi emocjami, które sprawiały, że po prostu czuło się tego bohatera. Inaho jest zimny, jak głaz. Na koniec próbuje się nam chyba zasugerować, że faktycznie darzył księżniczkę jakimiś uczuciami, ale strasznie blado wypadają te nędzne wspomnienia kilku scen, które ze sobą mieli, z wisienką na torcie w postaci sceny reanimacji – tak, szalenie romantyczne… Slaine to już w ogóle nieszczęście. Faktycznie, przez dłuższy czas chłopakowi współczułam – zwłaszcza po tym, jak Inaho go wykiwał po walce w zatoce (swoją drogą, co za bzdura – Slaine pomaga mu w walce z wrogiem, Inaho myśli: „Trzeba się go pozbyć, przecież jest naszym wrogiem”, Rayet próbuje zamordować księżniczkę i przyznaje się do brania udziału w spisku, Inaho myśli: „Trzeba jej wybaczyć, przecież jest po naszej stronie”….). Ostatni odcinek zmiażdżył jednak Slaine’a w moich oczach. Przez całą serię biegał i każdemu powtarzał, że najważniejsza jest księżniczka i że bronienie jej to misja jego życia, po czym z jakiegoś kompletnie niepojętego powodu postanowił ocalić głównego spiskowca, który wprost powiedział mu, że zamierza zabić jego ukochaną księżniczkę – i ostatecznie to zrobił, właśnie dzięki pomocy Slaine’a. Jak można być takim niedorajdą? Kompletnie nie rozumiem zachowania tego chłopaka.

    Dla mnie Aldnoah to seria zmarnowanych szans. Dużo się dzieje, dużo gadają, a w efekcie nic z tego nie wynika. Była szansa na ciekawie poprowadzony wątek wojny między rasami, skończyło się na tym, że jakiś dzieciak przejął dowództwo nad całym ziemskim wojskiem – czy naprawdę Inaho był tam jedynym człowiekiem, który potrafił coś wymyślić i zrealizować? Wierzyć się nie chce, że dorośli dowódcy wojskowi byli bezradni w obliczu wroga, a jeden Inaho, dzieciak po krótkim treningu wojskowym, wiedział co robić. Mogłabym jeszcze parę rzeczy wytknąć, ale szkoda jadu ;)

    W każdym razie najgorsze jest to, że na ten moment nie widzę dobrego rozwiązania na kontynuację. Wyjścia są dwa – albo Inaho i Seylum faktycznie nie żyją, co prawdopodobnie uczyni Slaine’a głównym bohaterem drugiej części, co z kolei grozi tym, że przez kolejnych 12 odcinków będziemy oglądać jego mroczne, szalone wcielenie szukające zemsty za śmierć księżniczki, ewentualnie taplające się w wyrzutach sumienia za dopuszczenie do niej. Druga opcja, to cudowne odratowanie protagonistów, które chyba jeszcze bardziej by mnie zdenerwowało – przecież obydwoje dostali w głowę, z tego się nie wychodzi… Jeśli jakoś to przeżyją, to będzie zwykłe robienie z widza idioty – wyjdzie na to, że ów niesamowity plot twist stworzony został tylko dla efektu spektakularnego cliffhangera, żeby ludzie mieli co przeżywać po zakończeniu serii. Słowem i tak źle i tak niedobrze…

    Ech, ulżyłam sobie trochę :P

    • Haha, wygląda na to, że tylko ja polubiłam Inaho ;P To, że on tam zaczął zupełnie naturalnie dowodzić irytowało i mnie. Dorośli, doświadczeni żołnierze którzy słuchają się dzieciaka… Straszna przesada. Mam nadzieję że ta dwójka faktycznie umarła, ale wtedy nie chciałoby mi się oglądać przygód Slaina. Jego zachowanie było zupełnie niezrozumiałe i się z tym zgadzam; zupełnie jakby na potrzeby szokującej końcówki twórcy zapomnieli o charakterze tej postaci.
      Aldnoah.Zero ma sporo wad jeśli chodzi o logikę i fabułę, ale mi i tak się podobało ;P
      Cieszę się że dałam Ci pretekst, żeby sobie ulżyć na tej serii ;D

  6. Dla mnie to taki trochę średniaczek, piękna grafika, cudowna muzyka, ale gdyby okroić z tego z serie to fabuła sama by sobie absolutnie nie poradziła.
    Poza tym, co pewnie wielu dziwi jestem w obozie Slaine. <333 Bo jest w moim typie, po prostu, no i jakoś tak wolę takie emocjalnie niestabilnych bohaterów, mam swoją teorię na jego motywy i to mi wystarcza. xD

    • Pewnie masz rację z tą fabułą ;) Na początku też byłam za Slainem, lubię takich trochę nieporadnych bohaterów, ale po tym ostatnim odcinku mi się odwidziało… Teraz będę kibicować Marito!

  7. Muzyka zdecydowanie na plus, zwłaszcza opening. Też zastanawiam się, jak twórcy chcą dalej poprowadzić tę serię. Chwyt, jakim się tu posłużyli przywodzi mi na myśl Hamatorę (po obejrzeniu pierwszego odcinka 2. serii zrezygnowałam), jednak mam nadzieję, że w przypadku Aldnoah wyjdzie im to lepiej.
    Cóż, nie ma to jak pokonywać marsjańskie mechy modelem treningowym. Inaho zdecydowanie był zbyt wyidealizowany, do tego jeszcze ta jego niewzruszona postawa, co nie znaczy, że nie można go polubić. Ja jednak wolę nieco inny typ bohaterów. ;)
    W księżniczce spodobało mi się to, że nie robiła sobie żadnych wymówek i po prostu akceptowała swoje błędy. A Slaine? No… w sumie sama nie wiem, co o nim myśleć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s