Podsumowania. Wiosna ’14. Soredemo Sekai wa Utsukushii

Tytuł: Soredemo Sekai wa Utsukushii
Liczba odcinków: 12
Gatunek: przygoda, fantasy, romans, shoujo
Premiera: 6 kwiecień 2014
Studio: Studio Pierrot

Lecimy dalej z podsumowaniami, bo tu już nowy sezon się zaczyna, a ja mam na niego straszną ochotę ;) Zresztą są wakacje, czymś kreatywnym trzeba się zająć kiedy nic się nie chce, więc czemu nie blogiem? ^^” Dzisiejszy tekst będzie dotyczył Soredemo Sekai wa Utsukushii, czy też The world is still Beautiful  – jak kto woli :) Zapraszam do czytania!

Zarys fabuły

Głową bohaterką jest Nike, czwarta księżniczka Królestwa Deszczu. A jak to z księżniczkami bywa, często zmuszane są one do wyjścia za mąż za księcia/króla którego w życiu na oczy nie widziały. Tak jest i w tym przypadku, bowiem Livius, władca Królestwa Słońca, w zamian za utrzymanie niezależności państwa zażyczył wziąć sobie za żonę jedną z córek władcy Królestwa Deszczu. Spośród czterech dziewcząt żadna z nie chciała wiązać się z jakimś królem, który podobno jest bezlitosny, okrutny, cuchnie mu z paszczy, jest łysy a na dodatek ma rogi, toteż panie postanowiły zagrać w kamień-papier-nożyce. Pechowy los przypadł w udziale właśnie Nike.

Opinia

Po pozytywnym pierwszym odcinku następne sprawiły, że mój entuzjazm do tego anime trochę przygasł. Soredemo jest strasznie naiwne, to taka bajka dla młodszych dziewcząt (to ten typ serii na którą możemy zwalać, że to właśnie przez nie szukamy idealnego księcia). I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie patos w wypowiedziach Nike czy innych bohaterów. Już mniej drażnił mnie fakt, że królem jest genialne dziecko… chociaż to też było wkurzające, ani nie pasowało mu zachowanie, ani głos, a wyjaśnienie dlaczego jest AŻ TAK dorosły jakoś do mnie nie przemawiało. Wracając jednak to tematu górnolotnych słów, gdy się ciągle słyszy jak Nike gada o pięknie świata, o tym jak dojrzałe spojrzenie ma król i że chciałaby otworzyć jego serce na siebie, i blablabla, i chcę cię chronić, to pozostaje tylko przywalenie czołem w biurko.

Z drugiej strony, przez takie właśnie elementy Soredemo jest cholernie urocze. Livi i Nike zbliżają się do siebie stopniowo, ale zupełnie naturalnie. Dziewczyna pokazuje małemu królowi jak cudowny może być świat w którym żyje, stopniowo go w sobie rozkochując. To było słodkie, patrzeć jak się rumienią przy trzymaniu za ręce… Dzięki tego typu rzeczom, na usta mimowolnie ciśnie się uśmiech. Przez cały seans co chwilę to robiłam, czy to przez te zachowania, czy przez humor. Przepychanki na linii Nike-król cieszą, cieszy naiwność, cieszy, że to takie kochane shoujo. Również bohaterów pobocznych nie da się nie lubić. Mamy niesamowicie sympatycznego lokaja z głosem Sugity Tomokazu, playboya Barda czy trzech genialnych zboczonych staruszków. O tak, oni zostali moimi ulubieńcami! 

Jeśli już jestem przy temacie muzyki, to seria ma naprawdę pocieszną nutę. Cała nastraja takim optymizmem, świetnie pasuje do lekkiego klimatu Soredemo. Opening to Beatiful Word w wykonaniu Joanny Koike, natomiast ending (w którym występują nagie pośladki Liviusa) śpiewa Rena Maeda, czyli ta pani, która podkłada głos Nike. Obie piosenki są miłe do odsłuchania, aczkolwiek niczym specjalnym się nie wyróżniają. W anime mamy też insert song o nazwie Tender Rain.W pewien sposób ta piosenka mnie zawiodła, spodziewałam się czegoś innego gdy usłyszałam, że deszcz przywołuje się śpiewem. Ja wiem… czegoś bardziej tajemniczego, delikatnego, poruszającego. Kiedy słucham jej osobno, jak najbardziej mi się podoba; kiedy słuchałam jej w anime, moje odczucia były znacznie gorsze. Dużo wyższe noty ma ode mnie piosenka babci Nike. Jeśli ktoś wie, jak ona się nazywa i skąd można ją ściągnąć, bardzo proszę o cynk ;) Na koniec wspomnę, że trochę nawalał dźwięk w Soredemo, momentami głos bohaterów był zbyt głośny w stosunku do reszty i psuło to odbiór.

Czy warto więc obejrzeć Soredemo? Jak najbardziej, o ile mamy ochotę na danie słodko-naiwne, podane w niezbyt poważny sposób a okraszone dużą dawką humoru. Czasem fajnie jest obejrzeć coś takiego nawet starszemu widzowi. Kiedy już przymknęłam oko na pewne aspekty, czerpałam dużo radości przy oglądaniu, a humor momentalnie miałam lepszy.

Ocena: 7+/10

Reklamy

9 thoughts on “Podsumowania. Wiosna ’14. Soredemo Sekai wa Utsukushii

  1. Chciałam napisać, że to jedyne anime z wiosennego sezonu, które oglądam, ale ostatnio wzięłam się jeszcze za „Haikyuu”. Anime jest przeciętne, ale strasznie urocze i przyjemne w odbiorze. Początkowo nie bardzo byłam przekonana do różnicy wieku pomiędzy bohaterami, ale w sumie wyszła dobrana z nich para.

    • Nie znasz się, wcale nie jest głupie i naiwne.. najwyraźniej nie wiesz co jest dobre a szkoda bo nie potrafisz dostrzec tam uczuć pomiędzy bohaterami. A jeśli uważasz że głupiutkie i naiwne to nie ogladaj w ogóle anime

  2. Też polubiłam to anime. Niby nie ma w nim niczego nadzwyczajnego, a jednak dobrze się je ogląda. Nie byłam przekonana do tego tytułu, a jednak zostałam nim pozytywnie zaskoczona :)

  3. @kagusia
    Ja do różnicy wieku bohaterów do końca nie byłam przekonana. No bo jak to tak, taka duża dziewczyna leci na takiego małolata? :(

    @Sumire Budyń
    Prawda, jest takich anime masa, ale jednak całkiem przyjemnie się oglądało ;) Ot, taki dobry zapychacz czasu na poprawę humoru.

    @Kiia
    Mi z kolei od początku Soredemo się podobało, potem poczułam się troszkę zawiedziona bo Livius okazał się dzieciakiem, ale koniec końców faktycznie dobrze się oglądało ;]

  4. Muszę przyznać, że Soredemo… totalnie mnie urzekło. Na pewno masz dużo racji z tym, że to seria naiwna i strasznie bajkowa. Co więcej jedzie na maksymalnie banalnych kliszach. Ale nie sposób odmówić jej gigantycznej dawki uroku i słodyczy. Rzeczywiście czasami za dużo jest wzniosłych kwestii, ale co mi się spodobało, to fakt, że w 9 przypadkach na 10, taka właśnie górnolotna scena praktycznie natychmiast była przełamywana komicznym gagiem. Ogólnie zresztą poczucie humoru zaprezentowane w tym anime było przednie i zaskakująco śmieszne. Autentycznie zdarzało mi się roześmiać w głos, słuchając słownych przepychanek Nike i Liviego – chociażby w jednym z pierwszych epków, gdy Livi narzeka, że ma strasznie niewychowaną żonę, która zamiast mówić do niego po imieniu, woła po prosty „ej, Ty!”, na co Nike wypala, że komentarz o wychowaniu to mocne słowa, jak na kogoś, kto właśnie przywołał żonę do domu, używając wystrzału kuli armatniej :D Coś pięknego – przy całym tym naiwnym klimacie, bohaterowie są zaskakująco rozgarnięci, bystrzy i ironiczni. Nie sposób ich nie polubić :)
    Tym jednak, co zaskoczyło mnie w Soredemo najbardziej, był fakt, że tak szybko przekonałam się do romansu dojrzałej dziewczyny z, było nie było, dorastającym chłopcem. Lolicon/shotacon to jeden z tych obszarów tematycznych poruszanych w anime, który odstręcza mnie, niemniej, niż na przykład niezdrowe relacje między rodzeństwem (mam na myśli szczególnie te ukazane w durnych i przeładowanych ecchi moe-komediach). Przystępując do Soredemo, miałam wielką chęć na takie klasyczne, przesłodkie shoujo z bajkowym scenariuszem, ale bałam się, że różnica wieku, zwłaszcza w układzie starsza dziewczyna/młodszy chłopak, będzie dla mnie nie do przeskoczenia. Tymczasem kupiłam to zaskakująco szybko. Może i masz rację, że zachowanie i głos Liviego zdecydowanie nie współgrały z jego dziecięcym jeszcze wiekiem, ale mam wrażenie, że dzięki temu, widzom było łatwiej przyswoić ideę związku romantycznego między nim a Nike. Gdyby Livi był typowym dzieciakiem i zachowywał się jak taki, myślę, że ich relacja budziłaby raczej zniesmaczenie. A tak wyszedł z tego zaskakująco udany romansik. Tak dobrze na shoujo nie bawiłam się chyba od czasu Kamisama Hajimemashita :)

      • Dziękuje, dobra kobieto! ^^ Zarówno za tytuł piosenki i linka (szukałam ponad godzinę i nic..), jak i wspaniały, długi komentarz. Humor to naprawdę mocna strona Soredemo, bez niego to wszystko byłoby mdłe i niesmaczne. Różnica wieku mnie do końca nie przekonała, niestety :( Jak już wspominasz o Kamisama Hajimemashita, to dla mnie obie te serie były na swój sposób podobne, więc w sumie nic dziwnego że komuś, komu Kamisama się podobała, spodobało się i to. Ja jednak lepiej bawiłam się oglądając przygody biednej Nanami ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s