[Recenzja] Katekyo Hitman Reborn!

tsuna

Ostatnio zauważyłam z pewną trwogą, że coraz gorzej idzie mi pisanie czegokolwiek. Słowa  przychodzą z trudem, myśli jakieś nieuporządkowane… I sama nie wiem czy to wina wiosennej pogody, czy po prostu za mało ćwiczę. Jeśli to drugie, to trzeba coś z tym zrobić, prawda? :) Walczę i próbuję, a efektem tego boju jest dzisiejsza recenzja. Tym razem postanowiłam zastosować nowy zabieg, a mianowicie podzielić ją na części i odpowiednio je zatytułować. 

Każdy kto zna mnie choć trochę doskonale wie, że dawno, dawno temu wpadłam w fandom KHR i do tej pory wyjść z niego nie mogę. Trzyma mnie on twardo za nogi i nie chce puścić; jak zazdrosna kochanka ciągle o sobie przypomina. O tak, mam wielki sentyment do dzieła Amano Akiry. Tak wielki, że już od dwóch lat tłumaczę i piszę opowiadania, z mniejszą i większą częstotliwością, i ani myślę przestać.

Katekyo Hitman Reborn! to seria która na ekrany telewizorów weszła w 2006 roku, czyli w 2 lata po opublikowaniu mangi. Liczy sobie 203 odcinki i jest skończona, choć fani mają nadzieję na drugi sezon, wszak zostało jeszcze trochę materiału z (również ukończonej) mangi.

Poznajcie beznadziejnego Tsunę

Dame Tsuna2Historia skupia się na szkolnym fajtłapie imieniem Sawada Tsunayoshi. Chłopak jest tak beznadziejny we wszystkim co robi, że znany jest jako Dame-Dame-Tsuna. Jego częstotliwość przewracania się i robienia sobie krzywdy wskazuje na to, że już dawno powinien nie żyć. Nie ma żadnych przyjaciół a do szkoły chodzi tylko po to, żeby powzdychać do swojej miłości, Sasagawy Kyoko. Tym bardziej zaskakujący jest więc fakt, że to właśnie ten życiowy nieudacznik zostanie mianowany dziesiątym szefem najpotężniejszej włoskiej mafii – Vongoli. Mało tego – o tym fakcie informuje go dziecko w garniturze uzbrojone w smoczek na szyi a kameleona na ramieniu. W ten sposób rozpoczyna się zwariowana przygoda Tsuny, pełna absurdów, zawirowań, humoru i walk. Zawsze samotny chłopak nagle zyskuje przyjaciół którzy dołączają do mafii jako jego strażnicy, uczy się odpowiedzialności, walki i życia. Kto oczekiwał poważnej historii o przestępczym światku mocno się rozczaruje. KHR to mafijna parodia; członkowie przestępczych organizacji wcale nie są przedstawieni jako ci źli, wręcz przeciwnie – często i gęsto walczą po stronie dobra.

Przez ciernie do gwiazd

Fabuła rozkręca się bardzo powoli. Przez 8 pierwszych tomów mangi, a jakieś 30-35 odcinków autorka przedstawiaKHR2nam postacie, wplątując ich w różne głupie sytuacje nie powiązane ze sobą z odcinka na odcinek. Zaznajamia nas z ich charakterem, stosunkami między sobą, marzeniami i życiem jakie prowadzą. Dopiero później zaczyna się konkretniejsza akcja skupiająca się już bardziej na walkach i umiejętnościach. Z sagi na sagę będzie już coraz lepiej, dlatego gorąco zachęcam do przebrnięcia przez, bądź co bądź, nudny i irytujący początek.

Bishounen bishounenem poganiany

Niewątpliwą zaletą KHR są bohaterowie. Dziewczęta będą miały co wybierać, bowiem bishe wręcz wylewają się z ekranu i przepychają o lepsze miejsce. Jakby tego było mało, to jeszcze zmieniają ubrania! Nie uświadczymy tu Naruto chodzącego przez całe anime w jednym, biednym, pomarańczowym dresie. Autorka dysponuje pokaźnym zbiorem projektów i chętnie przebiera swoje postacie z entuzjazmem godnym małej dziewczynki ubierającej lalki.


gokudera cookingWracając do tematu postaci… oprócz ciotowatego Tsuny do którego ciężko wzdychać, a prędzej ma się ochotę go zepchnąć z wieżowca, mamy całą gamę pięknych chłopców z interesującymi charakterami. Dość szybko poznajemy Gokuderę Hayato, włocha z domieszką japońskiej krwi, osobnika niezwykle inteligentnego i buntowniczego. Chłopak jest uzbrojony w laski dynamitu i mówi się, że może je ukryć ABSOLUTNIE wszędzie :) Na początku znajomości z Dziesiątym próbuje go zabić, ale gdy ten ratuje go przed wysadzeniem samego siebie, poprzysięga mu wierność i

od tej pory chodzi za nim wiernie niczym wytresowany piesek. Jest osobą bardzo zamkniętą w sobie i nieufną; z czasem dopuszcza do swojego świata inne osoby niż tylko Tsunę.

Hayato uwielbia się kłócić z Yamamoto Takeshim, ponieważ ten nie traktuje Dziesiątego poważnie. Prawda jest taka, że traktuje go po prostu normalnie i z typową dla siebie otwartością. Takeshi jest pogodnym, wesołym baseballistą i nie bierze życia poważnie. Mafię uważa za grę nawet wtedy, gdy grozi mu niebezpieczeństwo. Ale nie można dać się zwieść pozorom; mimo pogodnego usposobienia to urodzony zabójca.

Całość walniętego trio uzupełnia Sasagawa Ryohei. To bokser który wyznaje zasadę, że mężczyźni nie skręcają, nawet wtedy, kiedySasagawa na horyzoncie widać ścianę. Ryohei jest tak bardzo męski, ze do zoo chodzi tylko po to, by walczyć z niedźwiedziami. Poza tym jest idiotą. Potrafi za to jakoś dogadać się z naczelnym postrachem szkoły imieniem Hibari Kyoya. Hibari należy do szkolnego Komitetu Dyscyplinarnego i sieje ogólny reżim. Jego nieodłącznymi elementami są szkolny mundurek, pelerynka, przy pasie tonfy a nad głową fruwający żółty ptaszek – Hibird. Wszystkich, którzy mu wchodzą w drogę najchętniej zagryzłby na śmierć. Mimo, że w jakiś dziwny sposób dołącza do ferajny Tsuny, trzyma się na uboczu i chodzi własnymi drogami ponad wszystko ceniąc sobie święty spokój.

Śmiertelnym wrogiem Hibariego jest Rokudo Mukuro, iluzjonista. Co się nie zobaczą, zaraz próbują pozabijać. Mukuro jest uznany za bardzo niebezpiecznego kryminalistę, który do mafii miłością nie pała. Jest pierwszym poważniejszym wrogiem Tsuny. Jego styl fryzury to ananas; niczym Posejdon w dłoni dzierży trójząb.

Mukuro i FranOstatnim członkiem Strażników Vongoli młodego pokolenia jest Lambo. To jeszcze dzieciak, bardzo irytujący i tchórzliwy zresztą. W posiadaniu ma dość nietypową bazookę, która potrafi przenieść kogoś na 5 minut 10 lat do przodu. W ten sposób w chwilach kryzysu pojawia się Lambo +10, a nawet +20. Nie powiem, jest niczego sobie ;)

Cała ta szóstka Strażników to tylko garstka barwnej obsady KHR, choć ta najważniejsza. Oprócz nich mamy jeszcze beznadziejnie zakochaną w Rebornie siostrę Gokudery, specjalny oddział zabójców – Varię, więcej dzieci ze smoczkami na szyi i więcej mafii ogólnie.

Graficzna ewolucja

Pod względem grafiki Katekyo Hitman Reborn prezentuje się bardzo dobrze, jeśli nie liczyć początków, które do najlepszych nie należały. Kreska Amano Akiry stopniowo ewoluowała i efekt wręcz rzuca się w oczy, co możecie zobaczyć na załączonym obrazku. Autorka ma charakterystyczny styl który możecie kojarzyć choćby z Psycho Pass – to ona była odpowiedzialna za design postaci. Jeśli natomiast chodzi o animację, w późniejszych odcinkach też nie mam jej niczego do zarzucenia. Nie wybija się jakoś szczególnie, ale też i szczególnie nie pogrąża.

??????????

Muzyczny duet seiyuu

Soundtrack mam ściągnięty i czasem lubię do niego wrócić. Są kawałki lepsze i gorsze, ale ogólnie stoi on na solidnym poziomie. KHR jest też uzbrojone w sporą liczbę świetnych openingów i endingów. Na szczególną uwagę zasługuje ending Sakura Addiction w wykonaniu Takashi’ego Kondo (Hibari) i Toshinobu Iidę (Mukuro). Choć postacie tej dwójki się nienawidzą, tworzą świetny duet i naprawdę z przyjemnością się ich słucha.

Studnia bez dna

Na koniec słówko o fandomie, który jest ogromny. Internet zasypuje nas przeróżnymi obrazkami i fanfickami. Dodatkowo jesteśmy karmieni character songami które potem seiyuu śpiewają na koncertach zwanych ReboCON’ami. Możemy kupić figurki, setki doujinów, art booków i innych
tego typu pierdół. KHR to też nieskończone źródło slashu.

Zbliżając się do końca…

Komu poleciłabym dzieło Amano Akiry? Z pewnością damskiej części widowni. Męska może też znajdzie tu coś dla siebie, ale jak Giotto and Tsunadla mnie to jest bardziej damski shounen, o ile mogę użyć takiego określenia. Mi ten tytuł dostarczył naprawdę dużo rozrywki i ma u mnie wysokie noty, choć przez cały ten fun moja ocena może nie jest do końca obiektywna. Zdaje sobie sprawę, że nudny jak flaki z olejem początek zniechęca. Odpycha też karykaturalna postać zabójcy-dziecka, kiepska kreska w pierwszych odcinkach czy irytująca postać Tsuny. Ale uwierzcie mi, nawet on się zmienia i kiedy tylko wejdzie w tryb Ostatniej Woli (moce, którymi dysponują bohaterowie), można go polubić. 

Advertisements

4 thoughts on “[Recenzja] Katekyo Hitman Reborn!

  1. Ja od bardzo dawna mam to w planowanych, ale z racji na dużą ilość odcinków raczej na razie się za to nie wezmę. Po prostu wolę ogarnąć teraz więcej krótkich serii. Ostatnio zacząłem oglądać Fate/stay night i mi się spodobało.

  2. @nevermoresan
    Nie ucieknie Ci, jak masz na KHR ochotę :)

    @MMX
    Rozumiem, też czasem mnie odpycha od takich długich serii, bo jak w nie wpadniesz to długo nie wyjdziesz ^^”. Fate/Stay Night jak dla mnie jest kiepskie, dłużyło mi się niemiłosiernie, a Shirou przeraźliwie działał mi na nerwy. Za to Fate/Zero! Zdecydowanie polecam Fate/Zero :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s