Naruto 646 + przemyślenia

Pomyślałam, że miło byłoby się podzielić przemyśleniami odnośnie najnowszych wydarzeń w mandze Naruto. Nie jest to nic odkrywczego, ot, takie luźne moje bazgranie ;) Ale zapewne nie będzie to jedyny wpis tego rodzaju, do zakończenia mangi jeszcze długo.

Zanim przejdę do swoich przemyśleń chciałabym zaznaczyć, ze notka zawiera spoilery i ci, którzy nie są na bieżąco w mandze, lepiej niech nie czytają ;)

Miałam przyjemność zaznajomić się dzisiaj z 646 chapterem Naruto. To ładna liczba ;) Naprawdę jestem ciekawa, czy to już będzie koniec. Czy po tej, można by powiedzieć, finałowej walce, Kishimoto-sensei uraczy nas czymś jeszcze? Zapewne wielu fanów zastanawia się nad tym często i niepokój dręczy ich po nocach.

Ja swoją przygodę z pomarańczowym dresem zaczęłam od anime, jeszcze gdy chodziłam do gimnazjum (ach, te zarwane nocki…) i wkrótce potem wzięłam się za mangę, którą kontynuuje do dziś. Dlatego ciężko byłoby nagle zaprzestać cotygodniowego czytania rozdziału czy oglądania odcinka. To już chyba jest kwestia przyzwyczajenia… Niech więc Naruto trwa jak najdłużej! ;D Chociaż, z drugiej strony, jeśli miałby być przedłużany na siłę, to lepiej niech się skończy…

Tak trochę z innej beczki. Strasznie irytują mnie walki w tej mandze. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale dla mnie są kompletnie nieczytelne. O tym co się dzieje, dowiaduje się tylko z dialogów. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w mangach shounen, no ale ludzie… To wkurza!

Co do samego rozwoju wydarzeń, Kishimoto-sensei potrafi zaskoczyć. Wciąż pamiętam, jak opadła mi szczęka gdy Sasuke oznajmił, że chce zostać hokage. A potem pozostał jakiś niesmak. Odniosłam wrażenie, że autorowi po prostu brakuje pomysłu, jak rozwiązać konflikt Naruto-Sasuke, i w ten oto sposób Sasuke staje po ich stronie. Poza tym, to kompletnie nie pasowało do „emowskiego” charakteru Uchihy…

Ożywieni hokage? Jasne, czemu nie. W shounenie wszystko jest możliwe. Czemu by więc nie ożywić sobie kilku ludzi, żeby zaostrzyć apetyt czytelników? Mój apetyt z pewnością poczuł się zaostrzony ;) Ale po początkowym podnieceniu, przyszło delikatne rozczarowanie. Chyba za dużo oczekiwałam. Pierwszy i Drugi są jak najbardziej w porządku, Trzeci mnie właściwie nie interesuje, a Czwarty… Czwarty od zawsze był moją ulubioną postacią w całym anime (jak na ironię, bo przecież prawie w ogóle go tam nie ma). A gdy wreszcie pojawił się na kartach mangi, żywy, choć martwy, uświadomiłam sobie, że wolałabym żeby martwy pozostał na zawsze, bo wtedy mogłabym sobie do niego dalej bez przeszkód wzdychać. Teraz wyobrażenia runęły, a Minato Namikaze trochę mnie zawiódł. Jest taki bezosobowy… Chociaż miło popatrzeć na tą namiastkę kontaktów z synem, którą pokazuje nam autor ;)

Poza tymi drobnymi „zgrzytami”, fabuła wciąż pozostaje niezwykle interesująca. Historia o tym, jak człowiek zdobył chakrę, też przypadła mi do gustu. To takie ludzkie, zataczać błędne koło.

Jaki będzie koniec tej wojny? Nie sposób zgadnąć. A kto wie, może nieskończone tsukuyomi naprawdę zadziała i otrzymamy kilkanaście chapterów miłej sielanki, w trakcie której ktoś wreszcie uświadomi sobie, że coś jest nie tak? ;D Jeśli mogłabym poczytać wtedy o szczęśliwej rodzince Namikaze, to jestem za! ;P

410578_naruto_uragannye-xroniki_razengan_1680x1050_(www.GdeFon.ru)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s