Moja przygoda z sushi

czas-na-sushi

Sushi jadłam tylko raz w życiu. Było zakupione w restauracji i, szczerze mówiąc, miałam po nim odruchy wymiotne. Myślałam, że po prostu było kiepskiej jakości, a może swoje zrobiło to, że jadłam je na następny dzień od kupienia (to był prezent). Dlatego też stwierdziłam, że jeśli zrobię je sama, będzie dobre.

sushi2Popchnął mnie ku temu tydzień azjatycki w biedronce. Paula (czyt. moje kochanie ^^) wyposażyła się w ładny zestawik firmy tokyoto: ryż, wasabi i nori. Trzeba było dokupić tylko matę bambusową i mogłyśmy przystąpić do dzieła.

I nadeszło pytanie: ale z czym my to sushi zrobimy? Trzeba było kupić rybę i… no właśnie, co? Po przeszukaniu śmietnika zwanego internetem znalazłyśmy odpowiedź!

Tak więc naszymi składnikami zostały: ogórek, ser biały, papryka i łosoś. Wędzony. Wiem, że to zbrodnia dla sushi, ale nie chciałam się zrazić… W sumie to obie nie miałyśmy ochoty na surową rybę ;P

Zrezygnowałyśmy z wasabi i wszelkich innych dodatków jak ocet czy sos sojowy. Musiałyśmy tylko, rzecz jasna, wziąć nori.

Przygotowanie sushi zaskoczyło nas od samego początku. Najpierw ryż trzeba bardzo dokładnie umyć. Najlepiej w garnku. Zalewamy ryż zimną wodą, myjemy pocierając go między palcami, wylewamy wodę i tak w kółko, aż ryż nie będzie biały a woda bardziej przezroczysta niż mętna. Nasza woda nie chciała się zrobić przezroczysta, a może źle do tego podchodziłyśmy… Myłyśmy ryż chyba z 40 minut ;D

Następnie ryż musi sobie odczekać 25 minut w zimnej wodzie pod przykryciem. Okej. Potem możemy go gotować (tak, nareszcie!).

Gotujemy do wrzenia, a dalej na najmniejszym ogniu przez 15 minut. Wyłączamy i zostawiamy go pod przykryciem na kolejne 15 minut. Nie można w tym czasie zaglądać do garnka! Ciepło ucieknie. Nam się niestety troszkę ten ryż przypalił :(

Na opakowaniu tokyoto instruują nas dalej, byśmy przełożyli go z garnka do drewnianej miski (u nas była plastikowa, drewnianej nie miałam w domu, a ostatecznie zaznaczyli tylko, by to pod żadnym pozorem nie była metalowa), drewnianą łyżką. I tu był sukces! Ryż się pierwszorzędnie kleił ^^

sushi4Usatysfakcjonowane tym, przeszłyśmy do następnego kroku. Rozłożyłam matę bambusową na blacie. Na matę położyłam nori. Wysmarowałam ją ryżem. Nie za grubo, po prostu żeby nic nam nigdzie nie prześwitywało. Brzegi nori trzeba zostawić czyste, tak się lepiej zwija.

Dalej, ułożyłam po paseczku naszych składników. Nie za skromnie, no przecież trochę tego towaru być musiało. I najgorsza część… zawijanie. Z początku nie wiedziałam jak się za to wziąć, ale instynkt mi pomógł i wyszło bez problemu ^^ Trzeba tylko mieć matę, ona nas poprowadzi.

Zostało już tylko pokrojenie rulonika sushi. Radzę to robić ostrym nożem, zwilżonym, wtedy nic się nie przykleja.

I GOTOWE! TAK!

Byłam w siódmym niebie. Nasze sushi wyglądało idealnie. Jak z obrazków. Wszystko się udało, i naprawdę żałuje że nie zrobiłyśmy żadnych zdjęć (baterie w aparacie mi padły, jak już celowałam obiektywem w sushi, haha…). Wszystkie które tu zamieściłam, znalazłam.

Nadszedł ten moment. Moment prawdy. Spróbowałam i… tak jak za pierwszym razem, miałam odruch wymiotny. Ale nie tylko ja ^^”

Podsumowując: Nie nadaje się do jedzenia sushi. Problem tkwi w samym tym daniu, a nie w przygotowaniu. To chyba przez nori. Glony nie są dla mnie ;)

A wy? Próbowaliście kiedyś sushi? Robiliście? Jakie są wasze wrażenia? ;)

sushi1

Reklamy

2 thoughts on “Moja przygoda z sushi

  1. Witam :)
    Bardzo ciekawy artykuł, szczególnie, że kiedyś sama zastanawiałam się nad kupieniem tego zestawu. Jednak jak pomyślałyśmy sobie z kumpelą ile z tym roboty, a mówimy tu do tego o warunkach akademikowych, to z ciężkim sercem postanowiłyśmy sobie darować ;)
    Ale następnym razem nie odpuszczę~! XD Bardzo dziękuję za przemyślenia, bo jednak w ciemno trudno się kupuje, żałuję tylko, że nie ma zdjęć ostatecznego rezultatu :(
    Co do samego sushi – absolutnie uwielbiam! Miałam okazję jeść je tylko kilka razy (jest to niestety dość droga potrawa jak na Polskie standardy), ale za każdym razem rozpływałam się na tym, jak to możliwe, że surowa ryba w sosie palącym jak za mocny chrzan (aka wasabi xD) może być tak smaczna :) Jak widać wszystko po prostu zależy od człowieka, bo jestem pewna, że wasza robota też była przepyszna~! ^_____^

    Pozdrawiam :)

    • Dziękuje za komentarz!
      Też myślę, że to wszystko zależy od człowieka. Jedni się sushi zajadają, inni trzymają od niego z daleka i ja niestety chyba będę należeć do tej drugiej grupy, czego jako wielbicielka Japonii strasznie żałuję.
      Rozważałam jeszcze spróbowanie sushi nigiri, bo o ile się orientuje można je zrobić bez nori, ale po naszym eksperymencie póki co mi się odechciało ^^”
      Jeśli zdecydujecie się w końcu sushi zrobić, na pewno wam wyjdzie. To wbrew pozorom jest łatwe ;)
      Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s