[Recenzja] Fate/Zero

FateZero

Pierwszy wpis na tym blogu będzie o cudownym anime, które miałam przyjemność niedawno obejrzeć, a które poleciło mi moje kochanie, któremu bardzo za to dziękuję ;)

Fate/Zero, bo to właśnie o nim będziemy dziś rozmawiać, stanowi prolog do uniwersum fate, choć zostało nadane później niż takie Fate Stay Night. Możemy więc zacząć oglądać właśnie od niego, albo lecieć tak, jak to wszystko wyszło w telewizji. Choć świat jest ten sam, bohaterowie są inni, spokojnie nadążymy więc za sytuacją.

fate-zero-04-large-14

Oba sezony Fate/Zero oglądałam z wypiekami na twarzy, po nocach. Fabuła naprawdę wciąga. Jest brutalna, bezwzględna – to po prostu wojna między siedmioma Mistrzami i ich Sługami, których celem jest się nawzajem unicestwić, by zdobyć legendarnego Świętego Graala. Graal spełni ich życzenie, co prowadzi do tego, że motywacja niektórych jest wręcz ogromna. Nie wszystkich, rzecz jasna, bo zdarzyło się, że w wojnie brali udział ci, których naczynie zwyczajnie nie interesowało.

Przyglądanie się, jak Mistrzowie knują przeciwko sobie, tworzą sojusze by później je zdradzić, było zaprawdę emocjonujące. Nie spodziewałam się jednak, że będą tak szybko ginęli.

Grafika jest na wysokim poziomie, jak u większości nowszych produkcji. Walki są bardzo dynamiczne i ogląda się je z przyjemnością,  nie ważne czy to walka oparta na magii, czy na mieczach ;) Muzyka? Yuki Kajiura! To mówi samo za siebie ;) Jest absolutnie genialna.

FateZero02

Ale największą siłą napędową Fate/Zero są bezapelacyjnie bohaterowie.   Ich charaktery są tak różne, że właściwie każdy znajdzie coś dla siebie. Począwszy od Mistrzów mamy Kireia, księdza, który w miarę trwania seansu odkrywa, jak bardzo zepsuta jest jego dusza (i ma z tego podjarę); Kiritsugu, zabójcę bezlitośnie mordującego swoich wrogów, bo chce zbawić świat (tak, to brzmi niesamowicie absurdalnie ^^); Ryuunosuke, świra lubującego się w ludzkiej krwi, który pewnego dnia odkrywa zapiski o przyzywaniu demonów w swojej rodzinie, z ciekawości próbuje i naprawdę mu się udaje – przyzywa Sługę z równie pochrzanionym charakterem, jak on sam. Jest także Waver, student chcący udowodnić swoją wartość. To mój faworyt! Głos podkłada mu Namikawa Daisuke, co dla mnie stanowi tylko kolejny powód, by go kochać ;)

Alexander 2

Znacznie ciekawsi od Mistrzów są Słudzy. Pomysł, by przyzwać bohaterów z zamierzchłych czasów okazał się strzałem w dziesiątkę. Możemy poznać króla Artura, Aleksandra Wielkiego (nie sposób go nie lubić, jego postać to mistrzostwo), Gilgamesha czy Diarmuida Ua Duibhne. Ich kreacje są bardzo złożone, wszyscy mają wyraziste charaktery, coś, co nimi kieruje, coś, o co walczą. Czasem jest to honor, czasem lojalność, kodeks rycerski, czy też własne zachcianki… Zdecydowanie warto zapoznać się z ich historią.

Fate/Zero to seria poniekąd mroczna, pełna okrutnych rozwiązań i czasem skrytobójczych podstępów. Do końca trzyma w napięciu. Potrafi wzruszyć. Potrafi zaszokować. Sprawi, że przez dwudziestopięcio odcinkowy seans, przywiążemy się do bohaterów. Ja osobiście nigdy nie zapomnę wykreowanej tu postaci Aleksandra.

FateZero04

Pominęłam wiele rzeczy, ale gdybym chciała napisać o wszystkim, nie starczyłoby mi czasu. To po prostu trzeba zobaczyć samemu. Jedyne co zgrzyta, to końcówka. Podczas gdy całe anime utrzymuje poziom, na końcu gdzieś to ucieka. Rozwiązanie całej historii jest po prostu dziwne, ale o tym przekonajcie się sami ;)

Wszystkich, którzy jeszcze nie mieli przyjemności zapoznać się z serią, odsyłam TU! Szczególnie zachęcam fanów fantastyki, to grzech tego nie obejrzeć ;D

 

fate-zero-fate-stay-night

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s